120.Mamy wrzesień- a więc jesień!!

 

120.




MAMY WRZESIEŃ- A WIĘC JESIEŃ!!




 Jesień
cichcem wkradła się już w ostatnie dni sierpniowe. Słoneczko wyłączyło ze dwie spirale grzewcze- i przestało palić wszystko wokół. Teraz głaszcze nas swoimi promieniami a ja z lubością się temu oddaje. Uwielbiam słoneczko!! 

Ale w tym roku paliło wszystko co było w zasięgu, podkręcono spirale do czterdziestu stopni- na kilka miesięcy, że mój park kolorem przpomina piasek morski a nie zieleń parkową. Zieleni brak. Szczerze mówiąc niektóre drzewa w środku lata, przypominały drzewa jesienne. Liście były brązowe- popalone, zioła popalone (dobrze, że zdążyłam zebrać małe co nie co dla klientów), trawy nie ma, ziemia popękana. Trzy miesiące praktycznie bez deszczu!! Deszczyku przybądź, bo wtedy zioła wyjdą do nas na nowo.

[o zbawiennym cudownym słoneczku, będę pisać poniżej ☀ ]

Liście osiągnęły pełnoletność i po cichutku odrywają się od rodziciela, spadają na ziemię oddając jej całego siebie i dzięki temu tworzą kolejną warstwę Matki Ziemi. Oddając całego siebie to mam na myśli, że tworzą ogromną wartość odżywczą zarówno dla gleby ale i też dla swojego rodziciela, dziękując im tym samym, że sam był przez niego urodzony, pielęgnowany i wykarmiony.  

 [Odwrotnie jak u ludzi- najczęściej i chętnie oddaje się sędziwych rodziców do tzw. przytułków, czyli umywa się rączki i pozbywa problemu tłumacząc, że tam mają najlepszą opiekę. Nie generalizuje oczywiście, bo wiem że 'system' stworzył takie choróbstwa i rodzinne sytuacje, że rzeczywiście niektórzy wymagają opieki profesjonalnej lub nie zbudowali sobie tej pięknej więzi z dziećmi i te nie chcą się nimi potem zajmować. Jak to zwał tak to zwał, ale to jest kiepska forma zakończenia człowieczego życia, smutna i człowiek czuje się w obcym miejscu jak worek nie potrzebnych śmieci. No ale, nie mnie oceniać oczywiście jakieś indywidualne przypadki- każdy niech postępuje według swojego sumienia. Ja obiecałąm mojej mamie, że jeżeli będzie trzeba to ja będę przy niej do końca. Ale niestety odeszła wcześnie, bardzo wcześnie....💔]

Liście, gałęzie, owoce spadające na ziemie- to naturalny system recyklingu. A rodziciel odzyskuje wcześniej zainwestowane składniki odżywcze, aby mieć siłę wydać na świat następne potomstwo. Tak działa Natura, a człowiek niestety wszystko zaburza- nawet pali liście i inne rzeczy na ogrodzie, uważając że robi porządek. Zapomina też o tym, że jesienne spady to domki (a także pożywienie) przetrwania zimy dla wielu żyjątek czy zwierzątek. W klimacie srogiej zimy, to też naturalne ocieplenie dla młodych drzewek i innych roślin. 


Te składniki odżywcze to dostarczanie materii organicznej- liście rozkładające się w procesie gnilnym,  to nic innego jak próchnica (humus😁), która poprawia strukturę gleby i daje bogactwo minerałów. 

Są to cenne pierwiastki jak: wapń, magnez, potas, fosfor i śladowe ilości azotu. Ta warstwa (ściółka) działa jak naturalna kołderka ochronna i ochrania ziemię przed zamarzaniem, wysychaniem czy erozją (to naturalny lub przyspieszony przez człowieka proces niszczenia wierzchniej warstwy ziemi). To wsparcie ekosystemu- stanowi to pokarm dla dżdżownic (których nie widziałam lata, a one są niezwykle pożyteczne), grzybów (podziemna sieć internetowa- nasza przy tym wysiada, zwłaszcza ta u mnie) i bakterii, dzięki którym ziemia jest bardziej żyzna.

DŻDŻOWNICA.

To ona napowietrza ziemie- drąży tunele (no u ludzi tunele też są w modzie...), tworzą system kanalików (lepsza nazwa, bo tunele mi się źle kojarzą...) a przez nie do głębszych warstw dociera tlen, woda i minerały. Swoim ruchem rozpulchnia warstwy gleby, ułatwiając tym samym rozrost korzeni w głąb. Zjadają też martwą materię organiczną, przetwarzając ją w grudki dobrej odżywczej próchnicy. Tym samym poprawia jakość Twojej gleby, jej strukturę a substancje które wydalają te stworzenia pomagają łączyć cząstki w trwałe agregaty (chronią przed erozją). 

Jak je przyciągnąć do ogrodu?  Nie używaj przede wszystkim pestycydów, po których umierają a przez nie też ptaki, które je zjadają. Przykrywanie ziemi słomą czyli ściółkowanie (daje wilgoć- ich naturalne środowisko), robinie kompostownika z naturalnych roślin (pokrzywa dba o odpowiednią kwaśność gleby)- to są rzeczy, które tygryski lubią najbardziej (w tym wypadku dżdżownice😁) i postanowią zamieszkać z Tobą (no nie w domu, ale w Twoim ogrodzie😄).

Inaczej miała się historia z dżdżownicą w moim domu. 

Będąc nastoletnim zwierzolubem- oprócz tego że w domu były koty, rybki i pies na ogrodzie a w przelocie też i kaczusia (jak się domyślacie nikt jej nie miał zamiaru zjeść!), postanowiłam powiększyć domowe zoo o przedstawiciela pełzających- czyli dżdżownice właśnie (o imieniu Marta) i ślimaka winniczka- o imieniu Wini (nigdy w życiu- a zwłaszcza w tamtych czasach nie przypuszczałam, że będę pracowała kiedyś u kogoś o tym imieniu a zwłaszcza w Anglii😲). Zrobiłam im domek w słoiku typu wek, wyłożyłam trawką i innymi zielonymi smakołykami (jednym słowem stół szwecki był)- a wszystko zraszane spryskiwaczem. Normalnie jak w sanatorium ze SPA (tylko masować się nie dały)! Przykryłam gazą, która jednak nie zdała egzaminu bo pod ciężarem jednego i drugiego mieszkańca weku- po prostu wpadła do środka a oni normalnie mi wzieli i zwiali.  I o ile po dżdżownicy nie było śladu (bo słoik stał przy otwartym oknie, więc prysnęła do ogrodu)) to ślimak okazał się artystą i postanowił wymalować wzory na moich ścianach (ku rozpaczy moich rodziców- oczywiście, bo ja byłam zachwycona:) swoim srebrnym śluzem. A więc tata stwierdził, że Winiemu wiza się u nas skończyła i go wymeldował z naszego domu i ślimak zamieszkał znów (ku ogromnej swojej radości zapewne) w ogrodzie. Pozostał mi srebrny wzór na ścianach- nie na długo oczywiście, bo rodzice zawołali innych artystów do malowania ścian. No, biorąc pod uwagę prędkość mobilną dżdżownicy a ślimaka- to nic dziwnego, że ta dała drapaka dość szybko. Ślimakowi tata zafundował lot szybowcem.


Jeśli myślicie, że to koniec historii- no to jest zmyłka! Sławny już ślimak Wini- artysta, chyba jednak nie pogodził się z wymeldowaniem albo chciał dokończyć swoje dzieło na ścianach i wpełznął przez nikogo nie zauważony, spowrotem do mojego pokoju. A było to w dzień moich osiemnastych urodzin, obchodzonych bardzo hucznie...To był stan wojenny, a więc młodzież na Bródnie dowiedziawszy się, że jest impreza, przybywała licznie do mojego domu (bez zaproszenia, takie były czasy- wchodząc przez okno). Okna mojego pokoju były 1sze od wejścia na ogród, więc rodzice nie zauważyli (bawiąc się w innym pomieszczeniu z dorosłymi) początkowo tak licznego zgromadzenia. Dopiero mama kiedy weszła z jakimiś napojami- oniemiała, no ale było już za późno. 

Wracając do ślimaka. A więc ślimak sobie wpełznął do mojego pokoju- chociaż okna od wszystkich pomieszczeń były otwarte, i umiejscowił się sobie na suficie. Wpełznął tylko dlatego, że ślimaki nie mają uszu- bo zapewne by ogłuchł od muzyki, śpiewów i wrzasków. A ponieważ był stan wojenny- jak już wspomniałam, część gości spała u mnie w pokoju (na podłodze zresztą, bo łóżko jedno było). Nagle w nocy rozległ się krzyk mojej koleżanki, który postawił nie tylko nas na nogi, ale też całą rodzine! Wszyscy się zbiegli do mojego pokoju i zobaczyli jak przerażona trzyma w ręku ślimaka. A jegomość spadł jej na twarz, kiedy już była w głębokim śnie po upojeniu (również głębokim...😇). On może też był po upojeniu i pewnie przyczepność mu się skończyła...😁. "Ale ja go wyrzuciłem ze dwa tygodnie temu"- powiedział zdziwiony tata. Myślę, że ze strony ślimaka i jego powolności, wyglądało to tak- "Dlaczego mnie WCZORAJ wyrzuciłeś przez okno!!" No i taka historia była.... 

Kończąc opowieść o życiu liści z drzewami (tak bardzo ważnych dla nas), należy podkreślić że po rozkładzie liści te same skłądniki wracają do płytkich warstw gleby a stamtąd drzewo może je ponownie pobrać wiosną (w przyrodzie nic nie ginie...). Ziemia nie potrzebuje sztucznego nawożenia- zresztą jak cała Natura nie potrzebuje 'ludzkiego" wątpliwego wsparcia. Tak wygląda współpraca/kooperacja w Przyrodzie- wszystko żyje w symbiozie czyli jednoczy siły i wzajemnie sobie pomaga, dzięki temu jest potężna. I nie zwyciężona.  


W kuchni też czuć jesienne zwiastuny. Ocet jabłkowy zrobiony, 🥒 ogórki są zakiszone, jabłuszka cudownie pachnące świeżością tej pory roku, buraczki i ogórki na sałatkę z działeczki od koleżanki....Wyjęta nagle filiżanka z jabłuszkami, ktorą zawsze celebruje początki jesieni, a w niej zachciana niespodziewana herbata (bo herbat normalnie nie pije)...kawa poranna pięciu żywiołów...Na dokładkę zaczęłam osładzać kawe miodem...


Siedzę przy udekorowanym jesiennie stole i piszę dla Was- a lekki chłodek wrześniowy jakby obmywał moje gołe nogi- aż zaczęłam kichać🤧. A w piekarniku w żeliwnym garnku z przykryciem, piecze się kabaczek z ziemniaczkiem. Wszystko to oznacza jedno- idzie jesień, nie ma na to rady! I kto śledzi mojego bloga to wie, że jestem Jesieniarą. 

[zapraszam na uroczy odcinek o zielonych smażonych pomidorach- i jak to u mnie bywa na pare innych niespodzianek!😏] 

https://babciazpieklarodem.blogspot.com/2024/10/107smazone-zielone-pomidory.html 


JASNE JAK SŁOŃCE ☀ 

Zacznę od tego, że słoneczko to nasze życie. Czy wyobrażacie sobie świat nagle pogrążony w ciemnościach? Co by się stało? No, nie byłoby niczego. Żadnej roślinki (czytaj- 0 jedzenia), żadnych owadów, żadnych ptaszków- itd. a potem nie byłoby nas. Bo to cały ekosystem z łańcuchem pokarmowym. O ile już w pierwszym dniu wszystko by nie obumarło....

Biorąc pod uwagę nauki ścisłe- ziemia straciłaby światło i grawitacje (hipotetycznie biorąc, że ona jest..) i w krótkim czasie zamieniłaby się w ciemną, martwą i zarzniętą planete. 🌏

Dlaczego śmierć roślin? Bez światła rośliny nie mogą przeprowadzić fotosyntezy.

Podobnie jest z naszą skórą i narządami.

Nasza skóra potrzebuje światła słonecznego do różnych procesów. Przede wszystkim do syntezy witaminy D3, a to ona reguluje gospodarkę wapniowo- fosforową, która wzmacnia kości, wspiera odporność. Poprawia kondycje skóry, wspaniale działa na zwalczanie skutków np. łuszczycy ( i kąpiel w morzu- bo sól) i nie tylko jej.

Pod wpływem zbawiennych promieni słonecznych UVB, w skórze zachodzi szereg skomplikowanych reakcji fotochemicznych, biologicznych. Słońce pobudza wydzielanie serotoniny (hormony szczęścia) a i też reguluje dobowy cykl snu. 

A więc jak widać, światło i ciepło słoneczka odgrywają ważną (jeśli nie kluczową) rolę w zachowaniu zdrowia i sił życiowych. Promienie słoneczne wzmacniaja organizm, hartują ciało, niszczą wiele zarazków i pobudzają przemianę materii. ☀️

Dawniej to właśnie lekarze zalecali częste przebywanie na świeżym powietrzu , na słoneczku (przepisywane było w ustnej recepcie), a w szpitalach co bardziej obłożnie chorzy byli wywożeni na tarasy na słońce- nie wspominając już o tym, że w sanatorium to też było obowiązkowe. Spacery i kąpiele słoneczne- zaplanowane o odpowiednich porach. I nikt nikogo nie smarował kremami!! Chyba, że po opalaniu aby natłuścić czy nawilżyć skóre- najczęściej był to krem Nivea. Ewentualnie kładło się liść na nos, aby nos się nie przypalił.

Oczywiście wszystko z zachowaniem umiaru.

Najkorzystniejsze są kąpiele słoneczne rano i pod wieczór. Osoby starsze, słabe i dzieci, powinny zaczynać od krótkich kąpieli słonecznych i stopniowo je przedłużać- bo słońce jest naszym naturalnym lekarzem, którego mamy za darmo i zawsze pod ręką.

🌞Kąpiele słoneczne były zalecane:

*w chorobach kości (reumatyzm, artretyzm, krzywice, miękkość kości itp.)

*w anemii i osłabieniu ogólnym

*w rekonwalescencji po przebytych chorobach (zwłaszcza tych ciężkich)

*u dzieci w okresie rozwoju (razem z aktywnością)

Oczywiście słoneczko jest również wskazane, razem z aktywnością dla każdego z nas. Takie regularne przebywanie na słońcu połączone z aktywnością, bardzo wzmacnia każdą partie naszego ciała.

Ale do brzegu.

🧴No trudno tu nie wspomnieć o kremikach przeciwsłonecznych (dokładna nazwa!). Nowe badania bowiem (i tu na prawdę NIEZALEŻNYCH weryfikatorów, a nie tych przepłącanych przez producentów tych świństw chemicznych), ujawniają że pojawiły się pewne wątpliwości w temacie "czy kremy z filtrem powodują raka". A podobno mają przed nim chronić....

Mówi się, że słońce powoduje czerniaka- ciekawe tylko, że czerniak występuje również w miejscach...gdzie słońce nie dochodzi. Niestety w środku tych niby 'ochronnych' kremów znajdują się niezłe kwiatki- zwane toksycznym składem.

Piszę tu też o preparatach dla dzieci i młodzieży...Ten sam szajs!! Ale też to dotyczy olejków, balsamów, szamponów, mydeł, sprejów a nawet pomadek ochronnych zrobionych na bazie wazeliny- czyli pochodnej ropy naftowej, która wysusza a nie nawilża, bo jej toksyczność powoduje obumieranie tkanek skóry (bardzo delikatnej na ustach). No a dalej toksyna idzie przez 💋 usta gdzie? Oczywiście do układu pokarmowego. Jasne jak słońce.

Dodam też, że w nie których turystycznych państwach, zabroniona jest kąpiel po posmarowaniu się kremem. Fauna i flora obumiera- pomimo dużego zasolenia w morzach i oceanach nie może wyczyśącić tej trucizny. To co na to nasza skóra..... Najbardziej ucierpiała delikatna i piękna rafa kolarowa. 

(wiem, że pisałam o tym w którymś z odcinków)

🧢Można się chronić kapeluszem z dużym rondem, przewiewnymi koszulkami, parasolami  (nie parawanami) na plaży, przebywać częściowo w cieniu drzew a przede wszystkim wystarczy ruszyć mózgiem i korzystać z takich kąpieli słonecznych z umiarem.

Bojkot influenserów na kremy z filtrami odebrany został jako atak czy jako nagła moda na rzeczy naturalne. A nawet jeżeli, to po co wydawać pieniądze na taką ochrone, jeśli możemy korzystać z naturalnych rzeczy?? 

Ludzie idą na łatwiznę nie czytając etykiet!! A tam sa kwiatki typu: awobenzon, ecamsule, homosalat, oktokrylen, oktinoksat, oktysalat...wszystko brzmi dość 'naturalnie'...?

Jeśli myślicie, że to zagraża tylko skórze- to jesteście w błędzie! One przedostają się do krwioobiegu a potem gdzie ich fala poniesie (fala krwi oczywiście). Ekstremalnie, substancje te mogą powodować obniżenie testosteronu, zmian hormonalnych, przyspieszenie porodu, spadek wagi dziecka....

I nie są to natychmiastowe skutki- czasami powodują różne objawy po kilku latach, albo wspomagają (jako toksyny) tworzenie choróbstw. Ba! Mało tego- one są kiedyś wydalane razem z produktami przemiany materii. Więc co się z nimi dzieje, gdzie sobie płyną z falami (wody- tym razem)?

Trafiają do ścieków, a stamtąd do morza/oceanów, szkodząc ich mieszkańcom (jak już wyżej wspomniałam). 

Preparaty te dzielą się na chemiczne i mineralne. Chemiczne już po krótce omówiłam. Mineralne, wydają się bezpieczne dla nas i środowiska. Ale... Często są wspomagane jakąś substancją chemiczną (bo przeczytamy, że 'mineralny' i już nie przeczytamy składu- bo i po co?? Producentom się wierzy??).

Owszem, promienie słoneczka nie przebijają ich warstwy. Dodatkowo w dalszym ciągu jest proces zapychania porów skóry- skóra nie oddycha, więc następują procesy starzenia bo do komórek, tkanek tlen nie dochodzi a i moga się tworzyć zmiany na skórze. Przy okazji zmian na skórze- jeśli masz jakieś wykwity, te kremy (jeden i drugi) absolutnie powodują podrażnienia, rozsianie a i wspomagają powstaniu nowych patogenów.

Nie zastanawiające jest to, że kiedyś taki kremik miał jednostkę np. 5 a dzisiaj ludzie walą od 50ciu wzwyż?? Sprawdził się haczyk ze 'szkodliwym' słoneczkiem- to trzeba toksyczność podkręcić. Dzieci, które rosły i się samoleczyły właśnie w okresie wakacyjnym- dziś mają to zablokowane ptrzez takie wynlazki. . 

Chwyty marketingowe na klientów działają, zwłąszcza że nie czytają etykiem ze skłądem- a to co mówią lekarze, nie zawsze (żeby nie powiedzieć nigdy) idzie w parze ze zdrowiem. Chyba się już każdy o tym przekonał.

🕶Kończąc, wspomnę też o okularach słonecznych. Tu jest to samo- zakrywamy dojście witaminy do oczu, w dobie niebieskiego światła i ekraników tak bardzo potrzebne. Nasza szyszynka produkująca melatoninę (odpowiedzialny hormon za sen) jest wprowadzana w błąd, bo przykryte gałki oczne przekazują info o ciemności. A ta odczytując 'ciemność', przygotowuje wyciszenie organizmu do snu. Stąd możemy odczuwać zmęczenie i senność. Jednym słowem- kiedy blokujemy przepływ promieni słonecznych, zakłucamy rytm dobowy ciała co prowadzi do wielu skutków ubocznych. I czasem do bezsenności- a sen to najważniejszy proces dnia naszego organizmu.

To przede wszystkim powoduje brak energii, bo słońce to ładowarka. A bez jego witaminy cierpimy na wiele schorzeń- na tzw. depresje również. 

Czy to jest jasne? Jak słońce!

A tu zdjęcie słońca, które zrobiłam jadąc pociągiem ( i nie, to nie odbicie w czymś, bo robiłam specjanie z dwóch miejsc, pod różnym kontem)- zdjęcie słońca, a może dwóch....


 


PO CHRZANIE I DZADKOWI STANIE....😜

Chrzan to nasz niedoceniany (lokalny w Polsce) superfood. 

To naturalny antybiotyk. To remedium na chore zatoki, migdałki (których nie wolno wycinać!!). To nawet specyfik, który nie pozwala się rozwijać komórkom rakowym. 

Jak świat światem, zawsze na przedwiośniu ilość infekcji wzrasta. To proste dlaczego. Brak słoneczka w zimie i świeżych produktów, powoduje osłabienie naszych organów (mam nadzieje, że nie myślicie że zimowe sałaty, ogórki czy pomidory, mają jakieś witaminy- nie mają i na dokładkę ochładzają nasz organizm, czego w zimę raczej nie potrzebujemy). 

Dlatego też na Wielkanoc, zawsze na stole była miseczka z tartym na świeżo chrzanem- który u mnie w domu dziadek tarł na zimnym ganku, żebyśmy nie czuli jego ostrej woni (chrzanu- nie dziadka😁). Czasami myślałam, że właśnie dlatego dziadek praktycznie nie chorował na przeziębienia. A poza tym, od marca urzędował na ogródku pielęgnując swoje róże, a w kwietniu miał piękną ciemną karnacje (jak opalenizna z Egiptu). Tu też dodrobiłam teorii uszu😝- czekał przez całą zimę na słoneczne dni, aby wymykać się z domu (bo babcia mocno rządziła😁). 

Wracając do chrzanu.

Taki świeży chrzan był ostry nie tylko w smaku ale i zapachu, piekło w gardle i szczypało w oczy. To była dopiero moc!! Człowiek płakał i leciało mu z nosa, drapało ostro w gardle - a to proszę państwa nie było nic innego jak pozbywanie się toksyn, czyli patogenów chorobowych. 

Chrzan był tak popularny, że wkładano go nawet do koszyczka ze święconką. Ale też był u mnie w domu na imprezach urodzinowo/imieninowych a i na każdych świętach.

Czasem zastanawiam się, że zachwycamy się wasabi- a mamy przecież swój własny chrzan. To nasz własny słowiański korzeń żeń-szenia. Zachwycamy się kimchi- a mamy swoje rodzime kiszonki. 

Uważajmy na chrzan sklepowy w słoiku (gotowy do zjedzenia) jest nieźle zchrzaniony i można tam znaleźć nie fajne substancje (np. duuużo cukru, konserwanty). Czytajmy etykiety! 

Chrzan jest o działaniu bakteriobójczym, grzybobójczym, wykrztuśnym- to jak widać ma nie tylko walory smakowe. Jest narodowym dobrem dla mężczyzn- wpływa pozytywnie nie tylko na męskie obszary zdrowia. Chroni serce, wspiera libido i potencje, ogólnie działając na kondycje naszego organizmu- silnie pobudzając układ krążenia a dzięki temu dając więcej energii. Wszystkie roślinne jędrne, mocne korzenie są bardzo wskazane dla mężczyzn 😜.

Korzeń też poprawia przez swoją moc koloryt skóry i poprawia cere- chrzan🖌 upiększa ją kolorami na policzkach. Przez jego moc giną pasożyty, a nasza w tym głowa żeby ich truchła usunąć z naszego ciała. 

Ten dar natury z działu 'leki z bożej apteki', jest- jak widać, praktycznie tani i skuteczny. I przynajmniej wiemy jakie mogą być jego skutki uboczne- odwrotnie od farmaceutyków. Zresztą, do chrzanu z nimi!

Chrzan najbardziej jest wartościowy w postaci tartego korzenia i jest to jego najbardziej popularna jego forma podania do stołu.

Ja robię nalewkę z chrzanu, o wspaniałych własciwościach na odporność i nie tylko. Można u mnie się w nią zaopatrzyć.

[można poczytać o jej atrybutach w artykule o moich produktach- link na końcu artykułu]

Można zrobić również z niego syrop, masło antybakteryjne chrzanowo- czosnkowe.

💜Wszystko co pisze dzisiaj o chrzanie, jest do stosowania podczas infekcji, grypy, katarze, zapaleniu oskrzeli, zaflegmieniu płuc, ogólnie w nieżytach dróg oddechowych.

PRZEPISIKI NA SMAKOŁYKI

SYROP z CHRZANU

No, może nie mogę go nazwać 'smakołykiem', ale za to mogę z pełną odpowiedzialnością nazwać 'antybiotykiem'. Czyli 'Przepisiki na antybiotyki'- może powstanie nowa rubryka, muszę się zastanowić.

Skład:

*200g świeżo startego chrzanu

*1 szkl. chłodnej, przegotowanej wody

*200g miodu lipowego, akacjowego lub innego

*4 łyżki soku z cytryny

Dobry do tego jest mikser do koktajli- tam wrzucamy pokrojony i obrany chrzan, zalać wodą, dodać resztę składników, miksujemy, odstawiamy na godzinę; na sitko zakładamy gazę, wlewamy zawartość miksera, odciskamy a chrzanowy tobołek możemy spożyć np. z majonezem zmieszanym ze śmietaną (najpierw małą ilość spróbujcie czy Wam smakuje); wkładamy do słoiczka a i syrop również. 

Dawkowanie:

*dorośli- 1łyżka 3/4 x dziennie z ciepłą przegotowaną wodą (wg uznania)

*dzieci - 1 łyżeczka 2/3 x dziennie, też z ciepłą wodą

PROSTY CHRZAN DOMOWY

*500 dag korzenia*sok całej cytryny (kiedyś z octem)*sól, cukier*ok. pół szkl. gorącej wody (żeby był łagodny) lub zimnej (by był bardzo ostry)*opcjonalnie by był łagodniejszy można dodać śmietany/jogurtu (wg uznania) 

*umyty korzeń zetrzeć na tarce/w sokowirówce (trzemy przy otwrtym oknie, lub w pobliżu ciepła, modernistycznie- zapalony palnik), w szklanym pojemniku połączyć składniki (odczekaj chwilę, jeśli chcesz dodać śmietane). 

MASŁO ANTYBAKTERYJNE CHRZANOWO/CZOSNKOWE (mega hit!!)

*pół kostki masła w temp. pokojowej*2 łyżki świeżo startego chrzanu*2 ząbki czosnku (wyciśniętego)*sól, pietruszka, cytryna*

-chrzan wymieszać z cytryną, masło utrzyj z czosnkiem i solą, stopniowo mieszaj ze sobą obydwie warstwy, możesz kostki tego masła dodawać do pieczenia mięs, ryby czy warzyw.

Nalewka z chrzanu:

*jesienne korzenie chrzanu, oczyścić*ja też daje jędrne liście*zetrzeć/pokroić korzeń i liście*zalać wódką lub spirytusem 40 stopni*po 10ciu dniach zlać do butelki*


DZIAŁANIA:

*angina*grypa*ból zęba*na rane*bóle np. pleców*na nadciśnienie*: w anginie- przepłukać gardło, 1 łyżka do wypicia, można rozcieńczy, pić do ustapienia objawów; grypa- to samo a i można robić inhalacje; ból zęba- nalać łyżeczkę na stronę bólu, chwilę trzymać, wypluć i powtarzać, można też położyć watę namoczoną w nalewce na bolącym zębie, likwiduje też infekcje w jamie ustnej*owijamy bandażem, kropimy bandaż, dzięki temu dezynfekujemy i przyspieszamy gojenie*bóle pleców- moczymy dwa duże liście we wrzątku, obłóż bolące miejsce, owiń materiałem bawełnianym lub lnianym i możesz położyć się z nimi spać*

NA NADCIŚNENIE:

*200g startego chrzanu z 3l przegotowanej wody, gotować razem 15 min.; odstawić na noc; przecedzić i do lodówki; pić po 100ml dziennie- rozłożyć na 3x przed posiłkiem; powtórzyć po miesiącu i jeszcze raz.

O korzeniu chrzanu:

- w korzeniu znajduje się olej gorczyczny i enzym; jeśli jest roztarty, tworzy się olej gorczycowy alilowy, który jest uważany za jeden z najpotężniejszych antybiotyków zwalczjący bakterie/pasożyty.

W przypadku zapalenia tchawicy, oskrzeli mocnego kaszlu- wymieszać z 3 łyżkami miodu i odstawić substancje na noc. Spożywać po 1łyżeczce 5x dziennie. Przy zapaleniu pęcherza zalać 1 łyżkę stołową starty chrzan 1 szklanką wrzącej wody, przykryć na 15 minut i odstawić. Przyjmować po pół szklanki 3x dziennie, 1h po posiłku.

Z CHRZANEM UWAŻAMY PRZY:

*marskości wątroby, stanach zapalnych przewodu pokarmowego lub nerek; nie stosować bezpośrednio na skóre,; uwaga na oczy; problemy z tarczycą- konsultacja; małe dzieci czy osoby z wymienionymi wyżej doleglowościami powinny spożywać chrzan (niewielkie ilości) zmiksowany z innymi produktami (buraki, marchewki, jogurtu/śmietany).

 I obiecane przepisy na poznańskie smakołyki ze zmorzoną cebulą.

{o zmorzonej cebuli w tym artykule}

https://babciazpieklarodem.blogspot.com/2024/10/107smazone-zielone-pomidory.html


GZIK WIELKOPOLSKI

A co to ten gzik??

To tradycyjny wielkopolski twaróg. 

*400g twarogu

*200g kwaśnej śmietany 18%

*1 cebula (zmorzona), szczypior (opcjonalnie)

*sól, pieprz

-twaróg rozgnieść, wymieszać ze śmietaną i zmorzoną cebulą i resztą składników

Myślicie, że to przecież normalny twarożek? Nic bardziej mylnego- podawany jest najczęściej z pyrami. A pyry z gzikiem to nic innego jak gorące ziemniaki w mundurkach, na nich gzik polany olejem lnianym.

Smacznego!!

A tak w ogóle to sex, drink, rock and roll- chrzanić wszystko i wracajmy do korzeni😉 

Czego Wam życzy

Wasza Babcia z Piekła Rodem


*blog nie tylko dla babć*

Zdjęcie chrzanu- by Google, reszta- prywatne archiwum BzPR

Treści nie są generowwne przez SI, AI; 

Zapraszam Was do artykułu o moich jesiennych produktach 

https://babciazpieklarodem.blogspot.com/2025/08/115-zielarnia-bzpr-produkty.html




Komentarze

Blog dla kobiet 40+

Zastanawiasz się, jak zadbać o ciało i ducha po czterdziestce? Chcesz wiedzieć, jak być szczęśliwą, atrakcyjną i spełnioną kobietą, w pełni świadomą swojej wartości? Babcia z piekła rodem to jedyny w swoim rodzaju blog, który został stworzony specjalnie dla kobiet 40+ oraz wszystkich tych pań, które pragną cieszyć się życiem w każdym wieku. Znajdziesz w nim odpowiedzi na wiele nurtujących Cię pytań, nie tylko tych związanych z tematyką urody oraz wizerunku. Czeka tu na Ciebie mnóstwo interesujących przepisów kulinarnych, wskazówek dotyczących naturalnej pielęgnacji ciała, a także wartościowych porad z zakresu zdrowego trybu życia i dbania o siebie. Ten wyjątkowy serwis poradnikowy dla kobiet doda Ci motywacji do działania na każdy dzień, ułatwi zmianę niewłaściwych nawyków i sprawi, że na nowo spojrzysz na otaczającą Cię rzeczywistość. Dzięki niemu znajdziesz sens egzystencji i nauczysz się cieszyć codziennością, kiedy wszystkie dni wyglądają tak samo.

Babcia z piekła rodem – to miejsce dla każdej z nas!

Chcesz wprowadzić jakieś zmiany w swoim dotychczasowym życiu? Szukasz inspiracji i pozytywnej energii, które pozwolą Ci w końcu odnaleźć Twoją prawdziwą pasję? Babcia z piekła rodem to blog tworzony przez energetyczną artystkę, która doskonale wie, jak poradzić sobie z upływającym czasem, by zachować młody umysł, ciało i ducha. Jeszcze kilka lat temu kobiety po czterdziestce były praktycznie niezauważane. A przecież one też pracują, wychowują dzieci i pragną jak najlepiej czuć się w swojej własnej skórze. Jeśli Ty też tak uważasz – koniecznie dołącz do nas i bądź szczęśliwa bez względu na metrykę! Miłej lektury!

Blog lifestylowy dla kobiet